plakat-grudniowy

Czy wyznanie badacza może stanowić przeszkodę w badaniach nad literaturą staropolską? Teza: może być nawet pomocą….

Kwestia wyjściowa: nastąpiła zasadnicza przemiana antropologiczna i kulturowa między wiekiem XVI czy XVII a współczesnością. Możemy dostrzec jej wymiary wówczas, kiedy rozważymy:

–          model artysty

–          postawę wobec czasu i przestrzeni

–          model państwa

–          model wyznania (wiary) wobec państwa

–          model badacza (humanisty).

Spośród wielu elementów składowych kultury wieku XVI oraz XVII jednym z niewielu, który pozostał (oczywiście w nieco zmienionej formie), jest wyznanie katolickie.

Pytanie „czy wyznanie badacza może stanowić przeszkodę w badaniach nad literaturą staropolską?” można poprzedzić innym i zastanowić się nad tym, czy możliwe jest bezzałożeniowe podejście do badań naukowych? Tylko nauka pozytywistyczna wierzyła jeszcze w obiektywizm narzędzi badawczych, ich autonomiczność w stosunku zarówno i do obiektu badań, i do badacza (jej świetny portret został zawarty w pracy Alasdair’a MacIntyre’a Trzy wersje dociekań moralnych….). W roku 1962 historyk nauki Thomas Kuhn w swoim fundamentalnym dziele Struktura rewolucji naukowych wykazał, że nauka rządzi się takimi samymi narzędziami retorycznej perswazji, jak inne dziedziny ludzkich działań; stąd wyłania się wniosek: nie ma bezzałożeniowej, „czystej” nauki, nawet ścisłej, już nie mówiąc o humanistyce.

Trudności badań humanistycznych w tym względzie ciekawie ukazuje przykład podany przez Quentina Skinnera w jego Wizji polityki (I tom: Rozważania o metodzie), gdzie przedstawiony jest następujący problem: Jean Bodin, wybitny XVI-wieczny francuski pisarz polityczny w swoim ogromnym, wielotematycznym dziele wyznawał też takie poglądy, które z dzisiejszej perspektywy są najniewątpliwiej nieprawdziwe;

220px-demonomanie_des_sorciers_bodin

podobnie jest z Arystotelesem, który poza tezami, pod którymi możemy się podpisać dzisiaj także i my, wygłaszał tezy z perspektywy współczesnej wiedzy absolutnie nie do utrzymania. Konstatując to zjawisko, Skinner pyta: jak mamy się zachować jako badacze w sytuacji, kiedy natrafiamy na taki stan rzeczy? Jak uniknąć anachronicznego podejścia,  w którego efektem będzie uznawanie przez nas niektórych wypowiedzi jako racjonalnych i uzasadnionych, a innych nie? Podaje Skinner kilka możliwości sformułowania odpowiedzi, jedną z nich jest np. podejście psychoanalityczne, które wyjaśnia powody uznania niektórych sądów za racjonalne, a innych nie, i tłumaczy (odwołując się do wiedzy zakrytej przed badanymi ludźmi) różne „wykroczenia poza racjonalność”. Odpowiedź taka jednak nie bierze pod uwagę tego, iż zmieniają się kryteria racjonalności: co kiedyś uznawano za racjonalne i uzasadnione, dzisiaj już tym nie jest. Jakie Skinner podaje rozwiązanie? Poszukiwanie wewnętrznej racjonalności: koherencji poglądów, opinii i sądów charakterystycznych dla danego czasu. Przyjąwszy taką perspektywę, można powiedzieć, że wychodzimy z następującego założenia: ludzie wyznający dane poglądy mają pewne racjonalne i uzasadnialne powody, aby takież poglądy wyznawać w swoim systemie racjonalności. Ale jest i druga możliwość, która wynika z wyznawania wiary katolickiej przez badacza.

Otóż Skinner uznaje jako oczywistość, iż poglądu „pewne osoby mają kontakty z diabłem” nie da się dzisiaj utrzymać (z perspektywy współczesnej racjonalności). Pisze on m.in.:

“[…] załóżmy, że chłopi wyznawali przekonanie – szeroko akceptowane jako racjonalne i niepodlegające wątpieniu w szesnastowiecznej Europie – że Biblię ukonstytuowało bezpośrednio inspirowane Słowo Boga. Jeżeli takie rzeczywiście było jedno z ich przekonań i jeśli było ono racjonalnie przez nich wyznawane, byłoby szczytem nieracjonalności nie wierzyć w istnienie czarownic. Biblia wszak nie tylko utrzymuje, że czarownice istnieją, ale dodaje, że czary są złem i że nie wolno tolerować ich istnienia. Ogłoszenie czyjejś niewiary w istnienie czarownic byłoby zatem ogłoszeniem wątpliwości w wiarygodność Słowa Bożego. Cóż mogłoby być bardziej niebezpiecznie irracjonalnego niż taka postawa? “(Q. Skinner, Rozważania o metodzie, Warszawa 2015, s. 62)

Warto zauważyć użycie w tym fragmencie czasu przeszłego. W świetle jednak nawet dzisiejszej nauki Kościoła katolickiego nie w każdym z przypadków użycie wyłącznie tegoż czasu ma uzasadnienie. Tak nie jest zapewne z kwestią Bożej inspiracji Tekstu Biblijnego (opinia o Boskiej inspiracji Pisma pozostaje utrzymywana), lecz tak zapewne jest w kwestii czarownic, ale znowuż w przypadku nauczania Kościoła czy jego stosunku wobec magii bądź czarów oraz tych zagadnień, które wiążą się z ingerencją Szatana w ludzkie życie, sądy podobne do tych wyznawanych przez Bodina utrzymuje się do dzisiaj. Warto przypomnieć obrządek egzorcyzmów: w Kościele wciąż sprawowany wobec osób, które doświadczyły szatańskiego opętania.

Co to oznacza w naszym przypadku? Po prostu to, iż człowiek wierzący w XXI wieku, jeśli zdarzyło mu się być badaczem dawnej kultury, nie musi dokonywać jakichś skomplikowanych operacji intelektualnych, by uznać, iż Bodin mógł wypowiadać sądy, które do dzisiaj uznajemy za prawdziwe i słuszne i jednocześnie wierzyć w opętania. Ba, ów współczesny badacz może zasadnie wierzyć w to samo, co wierzył francuski myśliciel. Pod warunkiem, oczywiście, iż badacz ten jest osobą wierzącą. Co więcej, postulowane przez Skinnera ukontekstowienie wywodu Bodina w sieci innych jego poglądów badaczowi wierzącemu przychodzi łatwiej o tyle, o ile doświadczenie religijne  albo (innymi słowy)  jego otwartość na pewien rodzaj religijnej argumentacji czy racjonalności pomagają mu przyswoić znacznie większy obszar doświadczenia Bodina niż w przypadku badacza, który wywodzi się z innego (neopogańskiego czy ateistycznego) kręgu kulturowego (na przykład z racjonalności encyklopedyzmu, o czym tak frapująco pisze Alsdair MacIntyre w swojej słynnej pracy Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność?)

Innym przykładem tego, że człowiek wierzący w XXI wieku, jeśli zdarzyło mu się być badaczem dawnej kultury, nie musi dokonywać jakichś skomplikowanych operacji intelektualnych, może być podejście badacza–katolika do pisarstwa takiego pisarza, jakim był na przykład Piotr Skarga. Kiedy patrzy się na pisane w okresie PRL-u prace o Ojcu Jezuicie, widać wyraźnie, jakim problemem dla badaczy marksistowskich pozostawał fakt jego „kontrreformacyjnych” poglądów. Współczesny, XXI–wieczny badacz–katolik może podchodzić do pisarstwa Skargi bez tych marksistowskich uprzedzeń i kompleksów, a dodatkowo jego stanowisko ideowe nie wymusza na nim podejścia krytycznego do badanego autora. O intencjonalności badań znowuż niezwykle ciekawie pisze wspomniany przeze mnie Skinner w przywoływanej pracy.

piotr_skarga

Nie twierdzę, że to reguła, ale badacz–katolik najpierw będzie się starał się zrozumieć, pojąć wewnętrzną strukturę poglądów Ojca Jezuity i tym samym będzie dążyć do tego, aby nie przyjąć charakterystycznej dla ideologa postawy krytycznej wobec domniemanych poglądów kontrreformacyjnych pisarza XVI i XVII  wieku. I stąd może od nowa czytać pisma Skargi przeciwko Konfederacji Warszawskiej, próbując pojąć jego argumentację, nie oglądając się na to, jakie jest współczesne podejście do kwestii tolerancji religijnej. Badacz–katolik może więc starać się zrekonstruować argument Pisarza traktujący o tym, iż Konfederacja (z punktu widzenia Kościoła) jest aktem sankcjonującym bezprawne przejęcia majątków i//lub kościołów przez protestantów – to może pozwolić zrozumieć mu wewnętrzną logikę rozumowania Skargi; podobnie też badacz może rozważyć interesująco opisane przez Skargę konsekwencje kulturowe tolerancji w sferze religii, wiodącej do usunięcia z przestrzeni społecznej symboli religijnych albo do pojawienia się postaw religijnie sceptycznych (aż po postawę religijnego indyferentyzmu). Kwestie to stosunkowo znane. Zarazem sądzę, że badacz, który przyznaje się do katolicyzmu, niekoniecznie musi zajmować postawę wybaczającą wobec różnych zachowań czy gestów Ojca Jezuity. Może  jednakowoż, jak współcześni Skardze (katolicy czy różnowiercy), widzieć w pisarstwie autora Kazań sejmowych problem znacznie poważniejszy niż zagadnienia religijne: swoiste niezrozumienie republikańskiego charakteru polityki polskiej w XVI i XVII wieku.

Badacz katolicki, kiedy natrafia na zabiegi uwarunkowane marksistowskimi uprzedzeniami (ewidentnie wynikającymi z ideologicznego podejścia do tekstów dawnych), podejmie się polemiki z niektórymi badaczami tekstu Kazań sejmowych i będzie się upierał, iż przypisy w wydaniu tegoż wielkiego dzieła („Biblioteka Narodowa”!)

ks

pozostawiają wiele do życzenia, to znaczy, że dostrzeże w opracowaniu naukowym (mającym w swej istocie ułatwić lekturę tekstu przez czytelnika mniej obeznanego z literaturą staropolską) próbę zdezawuowania argumentacji królewskiego kaznodziei (pisałem o tym swego czasu i przez wzgląd na osobę badacza, z którym polemizowałem, wolałbym tę kwestię pozostawić bez dalszych komentarzy). A może jest tak, iż badaczowi–katolikowi będzie znacznie łatwiej nie wkroczyć na ścieżkę lektury śledzienniczej, co – zdaje się – ma miejsce w pracy najlepszego monografisty Skargi, któremu zdarza się w opisie różnych złowróżebnych zasług Ojca Jezuity w dziedzinie prześladowania religijnych przywoływać opinie przeciwników Skargi. Badacz ów skwapliwie powołuje się na świadectwa pochodzące z obozu protestanckiego,  a przecież doskonale wiemy, iż obie strony ówczesnego sporu – zarówno protestancka, jak i katolicka – używały w polemikach nie tylko oczywistych hiperbolizacji, ale tak samo i oszczerstw czy fałszywych atrybucji. [Zarazem przyjmowały odmienne perspektywy widzenia zjawisk (co świetnie swego czasu zostało przedstawione w: Ks. Piotr Skarga a dialog ekumeniczny; „Litteraria Copernicana” 1(15)/2015).] Owe wrogie działania polemistów religijnych poniekąd doskonale znamy ze współczesnej debaty publicznej. Retoryczna tendencja na użytek swego obozu przeciwko obozowi przeciwników wszak dominuje w naszej sferze publicznej także i dzisiaj; czemu sądzimy, iż w XVI czy XVII wieku było inaczej? Jeśli tak myślimy, paradoksalnie nieco przyznajemy się do pozostawania pod wpływem mitu wieku złotego.

skarga

Uważam też, iż przyjęta przez badacza katolicka perspektywa pozwala na szereg odkryć (a przynajmniej na inne ustawienie perspektywy opisu wielu ważnych zdarzeń kulturowych dawnych wieków). Aby nie być gołosłownym, powołam się tylko na dwa zjawiska: jedno to – przykładowo – ujawnienie innego niż właściwie dominujący w refleksji obraz słynnego sporu Stanisława Orzechowskiego i Andrzeja Frycza Modrzewskiego z 1561 r. Aby sprawy nie przeciągać, warto zaznaczyć, iż do pierwszego dziesięciolecia wieku XXI nie dysponowaliśmy polskim, nowożytnym przekładem dzieła katolickiego pisarza. Natomiast dzieło Frycza znane było po polsku przynajmniej od lat 50. wieku XX. Wyrok na Orzechowskiego został wydany przez badaczy zajmujących się jego adwersarzem i przyznających mu bezspornie rację w owym sporze. Wydać się to być może aż nieprawdopodobne, ale do czasów napisania przeze mnie monografii Stanisław Orzechowski i dylematy humanizmu renesansowego (Warszawa 2004) w owym sporze właściwie nie istniał Orzechowskiego punkt widzenia (poza esejem Ludwika Kubali z początków wieku XX). Kiedy jakkolwiek pojawiał się, wówczas wyłącznie w kontekście opinii i poglądów wyrażanych przez autora O naprawie Rzeczypospolitej.

Drugi przykład to być może bardzo pasjonujący historyków literatury problem wyznaniowości Jana Kochanowskiego, którego chętnie przypisuje się do jakiejś klasy pisarzy ponadwyznaniowych, pomijając właściwie nagminnie albo znacznie umniejszając (niekiedy aż do granic dziwaczności argumentacyjnej) jego znane teksty z lat 60., gdzie widać mocno poglądy, pod którymi spokojnie mógłby się podpisać każdy pisarz kontrreformacyjny tamtych czasów. Cóż, kiedy taka próba opisu konterfektu wyznaniowego Mistrza z Czarnolasu jest w naszym naukowym dyskursie może nawet nie do przyjęcia. Podobnie rzecz się ma z dosyć mocno przeczącym faktom uznaniem Kochanowskiego za pisarza, który „nie znał się na polityce”.

Oczywiście nie wiem wcale i nie będę w stanie tego udowodnić (ani też pewnie nie będę chciał tego czynić), że inną, nową, w odmiennej optyce konstruowaną perspektywę oglądu przedstawionych wyżej kwestii przynosi praktykowane czy deklarowane przez badacza wyznanie. Gdyby przyjąć takie stanowisko, musielibyśmy pytać o wyznanie Stanisława Kota, Janusza Tazbira i wielu innych badaczy, co byłoby jednak sporym i nieuzasadnionym nadużyciem. Nie należy nawet, jak sądzę, tego czynić, gdyż na odległość zalatywałoby to jakimś rodzajem determinizmu.

Czuję się trochę wywołany do odpowiedzi problemem zawartym w tytule mego wystąpienia. I jeśli szczerze miałbym odpowiedzieć na pytanie o to, czy moje „przełamanie” perspektyw widzenia, o których tu mówię, miało związek z faktem, iż dosyć mocno i poważnie traktuję swoją wiarę, odpowiedziałbym na to pytanie twierdząco. Na pewno w przypadku Orzechowskiego, którego (na przykład) pisma o sakramentach Kościoła swego czasu zrobiły na mnie bardzo wielkie wrażenie jako ciekawy i żywo przemawiający opis owej fundamentalnej, widzialnej drogi Kościoła katolickiego do zbawienia. Podobnie ze Skargą, którego Kazania na niedzielę i święta wywołały we mnie emocje dewocyjne zintensyfikowane w tak wielkim stopniu, iż zadałem sobie owe skinnerowskie pytanie o integralność myśli, integralność racjonalności pisarstwa Ojca Jezuity.

Zatem odpowiadając na pytanie sformułowane w pierwszym zdaniu tego wykładu, postanowiłem mówić o tym, co może dać katolicka wiara badaczowi zajmującymi się epokami dawnymi. Tu pragnę wrócić do kwestii owego tąpnięcia antropologicznego i kulturowego: nasza katolicka wiara, którą (dosyć zmienioną, ale ciągle tę samą) współprzeżywamy z pisarzami, o których jako badacze piszemy, jest jednym z niewielu wspólnych z nimi doświadczeń. Z wiarą ową jest może nieco podobnie jak z językiem: to wciąż ten sam jednak język – czy ten używany przez nich, mimo ogromnych zmian, nadal jest tym samym polskim językiem, który nazywamy polszczyzną? Kościół katolicki (i Adam Mickiewicz) nazywa ciągłość wiary „świętych obcowaniem” (wspólnotą zmarłych i żywych). To jest swego rodzaju jedność, jedność doświadczenia.

W odczytywaniu pisarzy dawnych, którzy przyznawali się do współuczestniczenia w do dzisiaj trwającym Kościele, wiara religijna daje wierzącemu badaczowi szansę na głębszą, bardziej żywą hermeneutykę. Podam prosty przykład: słynna pieśń Wespazjana Kochowskiego Studzianna. Proszę mi wierzyć, że ten siedemnastowieczny utwór zostanie zrozumiany znacznie głębiej, a może bardziej nawet zgodnie z intencjami autorskimi w tekście zawartymi, kiedy – na przykład – jego czytelnik będzie osobą wierzącą i odwiedzającą w podobnym celu co XVII-wieczny poeta sanktuaria maryjne. Tym samym będzie traktować ów wiersz jako fragment swojej rzeczywistości duchowej, która w pewnej sferze (pielgrzymowania do sanktuariów maryjnych) nie zmieniła się wiele. Tak samo będzie wszak z kimś, kto czytając wiersz Kochowskiego Budynek, wprost z własnej biografii znał będzie owe miejsca, skąd poeta „woził tram dębowy”. Analogicznie ktoś, kto – jeśli chce naprawdę, a nie tylko dla tekstowego rozpoznania – pragnie poznać twórczość Potockiego, będzie zamieszkiwał to samo co Potocki miejsce, te same okolice, by poznać w jaki sposób tworzy owe wiersze doświadczenie krajobrazu podgórskiego, doświadczenie miejsc, wzgórz, rzek czy… nawet tych samych zabytków. Jeśli ktoś mi powie, że takie doświadczenie nie przydaje się w poznaniu poszczególnych wierszy czy  też całej twórczości, to może mu odpowiem, że nawet jeśli to doświadczenie może nie być lekturowo wielce przydatne, to chociaż można je potraktować jako ruch w kierunku owego zrozumienia: gest – być może tylko podejmowaną próbę? – zasypania wspomnianej antropologicznej czy kulturowej luki między starymi a nowymi laty…

I na koniec, bardziej generalnie, za świętym Augustynem mówiąc: doświadczenie katolickości jest doświadczeniem dwoistości – bytu historycznego (być obywatelem państwa ziemskiego) i bytu ponadhistorycznego (być obywatelem państwa niebieskiego, czyli Kościoła). Z wielu powodów praktycznych takie doświadczenie uznać możemy za budujące i poszerzające, a nie zawężające perspektywy oglądu zjawisk świata tego. W tym i literatury dawnej.

Źródła zdjęć:

Wikipedia

http://www.wydawnictwoumk.pl/pl/products/3333/litteraria-copernicana-1152015-skarga

zdjęcie własne

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements